Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cultural care. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cultural care. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 lipca 2016

Blogowy powrót

Wiem długo mnie tu nie było. Nie ma nawet co się tłumaczyć czemu, a każdy kto tutaj jest wie, że często jest ciężko z czasem. Ale wychodzi na to, że będę mieć teraz więcej czasu. A dlaczego? No cóż, niestety ostatnio byłam w rematchu i jestem już u nowej rodzinki.


Kiedy szukałam rodziny będąc jeszcze z Polsce starałam się być bardzo rozważna. Wierzyłam, że nie spotka mnie coś takiego jak rematch. Co prawda na początku jak przyjechałam rozważałam rematch, ale stwierdziłam, że wszystko się ułoży. Rodzina i ja musimy przywyknąć do nowej sytuacji i wszystko będzie dobrze. No i tak było. Przywiązałam się do dzieci, one do mnie. Już dwa tygodnie minęły jak nie mieszkam z moją starą rodziną, a mój dwulatek nadal tęskni. Podjęłam nawet decyzję o przedłużeniu programu i się zastanawiałam czy zostać z nimi, czy zmienić. Już byłam prawie pewna, żeby zostać przede wszystkim ze względu na dzieci, których po prostu nie chciałam zostawiać. Nie chciałam się przywiązywać do nowych dzieci. Ale widocznie los zdecydował inaczej.

Pojechałam z koleżanką na 3 dni do Bostonu, gdzie miałyśmy potwornego pecha, ale opiszę to kiedy indziej. Kiedy wróciłam do domu okazało się, że w piątek przed moim wyjazdem host tata stracił pracę. W związku z tym już mnie nie potrzebowali/nie mogli sobie pozwolić. Pracowałam jeszcze 2 tygodnie. Rematch oficjalnie zaczął mi się w piątek, więc zostałam z nimi jeszcze jeden tydzień już nie pracując. I później przeprowadziłam się do mojej LCC. Byłam to sobota i dokładnie tego dnia weszła mi na konto rodzina u której jestem teraz. To był dokładnie weekend 4 lipca, więc wyjechali na te 3 dni z miasta. Spotkałam się z nimi 4 lipca wieczorem. I tego samego dnia jak dojechali do domu dostałam od nich sms, że są na mnie zdecydowani. I takim oto sposobem w piątek, tydzień temu, przeprowadziłam się do mojej nowej rodziny do Vienny, 20 minut od mojego wcześniejszego domu. I teraz się opiekuję dwoma dziewczynkami 12 i 8 lat. Trzymajcie za mnie kciuki :)



poniedziałek, 15 lutego 2016

SSN

SSN, czyli Social Security Number to jedna z pierwszych rzeczy, które każda au pair powinna załatwić po przyjeździe do rodziny. Ja udałam się do urzędu już w poniedziałek po moim przyjeździe. Na szczęście pojechała ze mną hostka, więc miałam mniej stresu. Niestety musieliśmy wziąć z sobą dzieci i biedne się trochę wynudziły. Ale po kolei.

Możecie na spokojnie wydrukować sobie aplikację w domu z tej strony i wygląda ona tak.


Kolejnym krokiem jest znalezienie najbliższego oddziału Social Security Office. Są zazwyczaj otwarte od 9 am do 3 pm, ale w niektóre dni może być krócej. Jak już dotrzecie na miejsce należy udać się do okienka po numerek. I nie pozostaje już nic innego jak czekanie, aż was wywołają. Ja czekałam godzinę, ale czasem może być dłużej, więc bądźcie na to gotowi.

Ale zapomnieliśmy o najważniejszym, co należy ze sobą wziąć.
Będzie to:
- aplikacja o SSN
- paszport
- DS2019
- I95
- dokumenty od agencji, w CC do wydrukowania z waszego konta

Jak już was poproszą do środka dajecie wszystkie dokumenty. Ode mnie nie chcieli I95 ani tych dokumentów z agencji. Wpiszą sobie wszystko w komputer i dostaniecie informacje, że otrzymacie swoją SSN card w ciągu tygodnia pocztą. I po sprawie :)

Powodzenia.

czwartek, 11 lutego 2016

Przyjazd

Dobra od mojego przyjazdu minęło już trochę czasu, ale myślę, że jest to temat interesujący dla przyszłych au pair. Dlatego zamieszczę go teraz, w końcu stwierdziłam, że najwyższy czas. A na prawdę nie wiem ile czasu czekał w roboczych :)


W piątek nastał wreszcie czas na spotkanie się z host family. Część au pair leciała samolotem, część busem, a po część po prostu przyjeżdżała rodzinka do szkoły. Ja znalazłam się w grupie osób jadących busem. Niektórym może się to wydawać katorgą, w końcu wyjechaliśmy o 9.00 a do Virginii dotarła na 15.15, a planowo mieliśmy być 15.45. Racja, trochę to zajęło, ale nie musiałam się martwić wagą mojego bagażu, który na pewno przekroczyłby 23 kg, i opłatą za niego, bo na większości lotów międzystanowych trzeba wykupić dużą walizkę.

Listy, kto o której i którym autobusem jedzie były wywieszone już w środę. Do godziny 8.45 musieliśmy oddać kluczę do swoich pokoi i wynieść wszystkie rzeczy. Przed 9 została jeszcze sprawdzona lista i wyruszyliśmy w drogę. Po drodze mieliśmy jeden przystanek na skorzystanie z łazienki i ewentualne jedzenie. Oczywiście na drogę też dostaliśmy jakieś przekąski, więc nie macie się o co martwić, nie zostaniecie wysłane w drogę z pustymi rękami.

Później były kolejne 2 przystanki, gdzie wysiadały kolejne au pair. Ja wysiadałam na końcowym przystanku. Dojechaliśmy pół godziny przed czasem i musieliśmy trochę poczekać na rodzinki i LCC, która czeka aż wszystkie au pair zostaną odebrane. Po mnie przyjechała cała rodzina w komplecie, razem z czekoladkami do których były przywiązane balony <3 Dzieci troszkę się wstydziły i nie chciały się przywitać. Zabraliśmy wszystkie moje rzeczy i pojechaliśmy do domu.

Pomogli mi wnieść walizkę do pokoju i mogłam się zacząć rozpakowywać. Ale wcześniej znalazłam w pokoju jeszcze inne prezenty dla mnie.







Jak skończyłam się urządzać i przygotowałam prezenty dla rodzinki, zeszłam na dół na obiad i wręczyłam im prezenty. Oczywiście były pierwsze wspólne zdjęcia itd.
W sobotę pojechaliśmy z hostką zobaczyć gdzie jest szkoła, później pokazała mi gdzie jest mall i sobie trochę tam pochodziłam.
W niedziele pojechaliśmy na Halloweenowe zbieranie cukierków w centrum handlowym, więc było zabawnie.
A jak wyszły pierwsze dni "pracujące"? Przez 2 dni była ze mną hostka w domu i wszystko pokazywała, kolejne 2 dni host pracował z domu, więc tak na prawdę sama zostałam z dziećmi dopiero w piątek, tydzień po moim przyjeździe.

Tak to wyglądało u mnie, ale wiadomo każda rodzina jest inna i może rzucić au pair na głęboką wodę i zacznie od razu od poniedziałku. Tak samo jest z prezentami. Niektóre dają dużo, inne tylko coś symbolicznie. Ja na szczęście dostałam też bardzo dużo kosmetyków na początek więc nie musiałam się o to martwić. Ale niestety nie wszystkie rodziny o tym pomyślą.
Wszystkim którzy są dopiero przed takim doświadczeniem życzę powodzenia. I nie stresujcie się za bardzo :)

piątek, 13 listopada 2015

Training school

Pora się zmobilizować i w końcu coś napisać. Wszyscy zastanawiają się będąc w Polsce, dlaczego te dziewczyny co wyjechały nic nie piszą. W moim przypadku po 9 h pracy już na prawdę czasem nic mi się nie chcę. Albo muszę się uczyć na prawko, albo zagadam się z host mamą itd. I nagle się okazuje, że jedyna rzecz którą chce się zrobić to iść spać.

Ale wracając do tematu.
Szkolenie zaczyna się pełną parą we wtorek rano o godzinie 8.00. Śniadanie jest serwowane od 7.00 - 7.55 i należy się w tym czasie wyrobić. Jak widzicie trzeba wcześnie wstawać. Tak wyglądał nasz grafik.


Ok, wiem, że nic z tego nie odczytacie. Zajęcia były zazwyczaj w 2 blokach: 8.00 - 12.00, godzinna przerwa na lunch, 13.00 - 18.00 lub 18.30, po czym następował dinner. Oczywiście podczas tych długich bloków była jeszcze krótka półgodzinna przerwa. We wtorek po kolacji było już wolne, a w środę o 19.00 zaczynał się jeszcze godzinny blok z panem, który mówił o przepisach ruchu drogowego w Stanach. Tego dnia też ostatnia godzina przed dinner była z policjantem, który mówił o naszym bezpieczeństwie w Stanach, jak się zachować przy zatrzymaniu przez policję itd.
Nawet przygotował scenki, do których dobierał ludzi z sali, a jedna zakończyła się nawet aresztowaniem.

Wtorek i środa to typowe dni szkolenia z prowadzącymi ze szkoły, które dotyczą opieki nad dziećmi. Wszystkie au pair przebywające w tym czasie w szkole są podzielone na około 20 osobowe grupy. 
W mojej grupie prowadzącym był Rick, jedyny facet spośród prowadzących, który był nauczycielem historii. Często żartował i gadał o swoich dzieciach i ich dorastaniu. 

Podczas zajęć korzystaliśmy z ćwiczeniówek, było też puszczanych parę filmów. Czasami dostawaliśmy dodatkowe kserówki. Zdarzyły się nawet jakieś zajęcia w grupach. Wg mnie to szkolenie mogłoby być na prawdę ciekawe gdyby nie było takie przegadane. Jestem jednak przyzwyczajona do tego, ze na szkoleniach występuję przemienność form, dużo pracy w grupach i to różnych a nie cały czas takich samych. No ale to tylko moje przemyślenia. 




Oglądaliśmy półgodzinny film o tym, że nie można trząść niemowlakiem i jakie mogą być w związku z tym konsekwencje. 

W czwartek zajęcia są krótsze, z racji na wycieczkę do NYC i w całości są poświęcone pierwszej pomocy. Prowadzone są przez instruktorów z Amerykańskiego Czerwonego Krzyża. Dostajemy także certyfikat, że ukończyliśmy taki kurs, który jest ważny przez 2 lata. Szczerze to nie wiem o co chodzi z tą ważnością kursu. Myślę, że te zajęcia były najbardziej potrzebne ze wszystkich. Fajne było to, że każdy miał własnego fantoma, był jeden AED na parę. To bardzo uproszczało zajęcia.

Chciałam Wam jeszcze napisać o warunkach panujących w szkole. Od razu trzeba zaznaczyć, że nie jest to hotel, jak w niektórych agencjach, tylko zwykły campus uniwersytetu. Do innych budynków normalnie chodzą studenci na zajęcia. Mój pokój był teoretycznie 8 osobowy, tzn były 4 piętrowe łóżka, ale byłyśmy w pokoju tylko w trójkę. Wszystkie au pair zajmowały dwa piętra, na parterze były tylko sale szkoleniowe, biuro i sklepik. 

Na każdym piętrze jest taki pokój wspólny z komputerami, gdzie można sobie posiedzieć, pogadać, łazienka z umywalkami i suszarkami do włosów, toaleta, czyli ubikacje i kilka umywalek oraz prysznice, których jest tam na prawdę dużo. Są to 3 osobne pomieszczenia, więc czasem może być to irytujące, ale dzięki temu nie ma jakiś gigantycznych kolejek.

Widok z mojego okna


Moja grupa - część jednych zajęć mieliśmy na dworze i robiliśmy później zdjęcia.

W środę zrobiliśmy sobie candy picnic - jeżeli chcecie coś takiego na swoim szkoleniu to kiedyś musicie się po prostu wszyscy zebrać.

Na całym szkoleniu było nas 90 osób, w mojej grupie było 4 chłopaków. Jeśli chodzi o słodycze to nie polecam meksykańskich cukierków z chili :) 
Po przyjeździe każdy dostaje pościel i ręczniki, więc tym nie musicie się martwić, ale niestety kosmetyki do kąpieli trzeba ze sobą wziąć. Na piętrach z sypialniami wszędzie jest wifi.
Jeśli macie jakieś pytania to śmiało do mnie piszcie. Zapraszam do zakładki kontakt.
Do usłyszenia.

poniedziałek, 12 października 2015

Ostatni tydzień

Do mojego wyjazdu pozostał dokładnie tydzień. 19 października rozpocznę swoją przygodę w USA.
Właśnie teraz zaczynam się stresować i w końcu zaczyna do mnie docierać, że faktycznie wylatuje.

W ubiegłym tygodniu dostałam ostatnio przesyłkę z agencji. Było tam sporo lektury, ale co najważniejsze dostałam moją kartę ubezpieczeniową.


Jest także wiele potrzebnych informacji o training school oraz rozkład zajęć i wiele innych informacji.


W ubiegłym tygodniu dostałam także walizki, które zamówiłam przez internet. \


Także można by rzec, ze jestem gotowa do wyprawy, ale zostało mi jeszcze do zrobienie:
- kupić prezenty dla HF
- zrobić zakupy dla mnie na wyjazd, niby drobiazgi ale jednak
- spakować się! a przy okazji zrobić przegląd ubrać co jeszcze można nosić a co do wyrzucenia
- pożegnać się
- no i oczywiście kupić dolary

Może macie dla mnie jakieś rady co wziąć a co nie? Zastanawiałam się czy brać zimową kurtkę. Po dzisiejszym dniu już nie mam złudzeń. Tak jest u mnie za oknem



A na koniec informacja, jeśli ktoś chciałby się ze mną skontaktować, stworzyłam specjalnie do tego celu odpowiednią zakładkę. Znajdziecie też tam mojego aska więc jeśli ktoś chce to proszę się nie krępować i zadawać pytania.

Trzymajcie za mnie kciuki bo już za tydzień przede mną taki lot:


Jeżeli znajdzie się ktoś, kto leci w tym samym dniu i dziwnym trafem ma ten sam lot to proszę się koniecznie do mnie odezwać :)
Jeśli ktoś umie ustawić zegar odliczający czas i chciałby mi pomóc proszę o kontakt :)

wtorek, 6 października 2015

Dokumenty

W mojej agencji wszystkie dokumenty należy dostarczyć dopiero po znalezieniu rodziny. Dlatego też ja się z tym nie spieszyłam. I załatwiałam to całkiem niedawno. 

Zaświadczenie od lekarza

Na szczęście ja nie natrafiłam tutaj na żadne trudności. Udałam się do mojej przychodni wraz z kartą szczepień, książeczką zdrowia i kartą zdrowia ze szkoły. Czyli wszystkimi możliwymi dokumentami dotyczącymi mojego zdrowia, które znalazłam w domu. Zarejestrowałam się do mojej lekarki i wszystko i pięknie wypełniła. No dobra trochę to zajęło, ale ciężko było znaleźć niektóre szczepienia. 
Naczytałam się kilku historii o tym, że lekarze nie chcieli wypełniać tych dokumentów. Nie wiem czy u mnie wynikało to z tego, że mam fajną lekarkę, czy tego, że jest też dyrektorem przychodni.
A tak wygląda ten druk w Cultural Care.



Zaświadczenie o niekaralności

To jest dość prosta sprawa. Ale, żeby ułatwić Wam ją jeszcze bardziej polecam skorzystać ze strony https://ewnioski.pl/formularze/zaswiadczenie-o-niekaralnosci/informacje. Tutaj wpisujecie swoje dane i później dostajecie na maila gotowe do wydrukowania zaświadczenie. Teraz pozostaje już tylko udać się do sądu, uiścić opłatę i udać się do pokoju lub okienka (zależy od sądu) gdzie dostaniecie pieczątkę, że nie figurujecie w Krajowym Rejestrze Karnym. 
Oczywiście jak przystało na Kielecki sąd nie obyło się bez awantury :p To nie był mój pierwszy raz, kiedy musiałam uzyskać takie zaświadczenie. Dlatego też wiedziałam, że akurat w tym dziale pracuje jedna bardzo niemiła pani. Jak coś jest nie tak, to zamiast pomóc osobie, która przyszła, ta oczywiście musi zrzędzić. Specjalnie dzwoniłam do agencji czy mam zaznaczyć tylko kartotekę karną czy wszystkie trzy. Dostałam odpowiedź, że lepiej wszystkie. Tak też zrobiłam. A ta kobieta oczywiście musi się o to doczepić. A po co pani aż trzy itd. A tak na prawdę dla niej to jest minuta więcej roboty, no ale ponarzekać trzeba.

Międzynarodowe prawo jazdy

Do agencji musiałam wysłać tylko ksero mojego polskiego prawa jazdy, ale wiadomo, że i tak muszę wyrobić międzynarodowe prawo jazdy, aby móc jeździć w USA.
Znowu posłużę się dla Was podpowiedzią, że wniosek można wypełnić tutaj https://formularz.ewnioski.pl/wniosek-o-wydanie-miedzynarodowego-prawa-jazdy. 
Ja wypełniłam tradycyjnie własnoręcznie w urzędzie miasta. Jak już mamy wypełniony wniosek należy pójść do kasy urzędu i uiścić opłatę w wysokości 35 zł. Następnie udać się do pokoju w wydziale komunikacji wraz z wnioskiem, potwierdzeniem opłaty oraz zdjęciem. Ja złożyłam wniosek w czwartek a do odbioru był już w poniedziałek. Także nie zajmuje to wiele czasu.


Do tego dorzuciłam jeszcze ksero świadectwa ukończenie liceum i wszystko razem wysłałam do agencji. 

Na koniec chciałam się z Wami podzielić traumatycznymi wydarzeniami z ostatniej soboty. Jechałam sobie spokojnie przez miasto. Powoli ruszałam ze skrzyżowania, 2 samochody przede mną przejechały już na zielonym. Aż tu nagle jakiś pajac prawie we mnie wjechał, bo zachciało mu się przejeżdżać na czerwonym. Na dodatek gadał przez telefon, a prowadził busa wypełnionego ludźmi. Ja oczywiście po hamulcach, aż mi samochód zgasł na środku skrzyżowania. Na szczęście nic się nie stało, ale miałam duszę na ramieniu. Ktoś mi powie dlaczego tacy debile jeżdżą po mieście i jeszcze przewożą innych ludzi?

poniedziałek, 28 września 2015

Wiza

Początkowo chciałam napisać dwa posty o wizie: o aplikacji, a później o spotkaniu wizowym. Jednak koncepcja się zmieniła :) Stwierdziłam, że jednak przed spotkaniem nie będę nic pisać żeby nie zapeszyć. Głupio by mi było potem pisać, że nie dostałam wizy :p
Nawet nie wiecie jak się stresowałam przed spotkaniem w ambasadzie. Ale od początku.

Dostałam od agencji list z DS 2019 oraz instrukcją co teraz należy zrobić. A wcześnie dostałam na maila dokładną instrukcję jak wypełnić dokumentu wizowe. Szczerze mówiąc jak przeczytałam wszystkie informacje, które były w kopercie lekko się przeraziłam. Głównie tym, że było tam napisane, że nie należy się nastawiać, że na pewno dostanie się wizę. I przez to trochę panikowałam, że ja nie dostanę, bo przecież jestem dość stara jak na au pair. Dokładnie to prawie, że ostatni moment kiedy mogę wyjechać na ten program.

Z wnioskiem nie miałam większych problemów. Całkowicie wystarczyła mi instrukcja przesłana przez agencję. Pomagałam sobie też wpisem na blogu Dominiki link tutaj, dzięki za to :) Aplikacje skończyłam uzupełniać w środę wieczorem, wtedy też za nią zapłaciłam całe 608 zł. Następnego dnia przed 14 moja płatność została zaksięgowana i mogłam umówić się na spotkanie. Pierwszy możliwy termin był na poniedziałek, ale ja umówiłam się na wtorek, bo wtedy miała mieć spotkanie też Agnieszka, która wylatuje już za tydzień.
Mała wskazówka dla tych, którzy chcą szybko mieć paszport po spotkaniu wizowym. Jest możliwość odebrania paszportu tego samego dnia, którego odbyło się spotkanie wizowe. Jednak należy wtedy wpisać w miejsce odbioru paszportu jeden z dwóch adresów: Warszawa ul. Annopol 19 lub Kraków ul Rzemieślnicza 20 E. Wszystkie szczegółowe informacje znajdziecie tutaj.

Na spotkanie pojechałam samochodem, bo oczywiście nie mogłam znaleźć dogodnego połączenie busem czy pociągiem. Z domu wyjechałam o 5.30, a do Warszawy dojechałam koło 8.00. 
Na wszelki wypadek zabrałam ze sobą wszystkie możliwe dokumenty potwierdzające moje powiązanie z krajem. W agencji mi powiedzieli, ze jeżeli konsul prosi o coś takiego to znaczy, że ma jakieś wątpliwości. Pod ambasadą byłam jakoś koło 8.45 albo 8.50. 

Ambasada w Warszawie

Po odstaniu swojego w kolejce następuje sprawdzanie jak na lotnisku, przechodzenie przez bramki itd. Następnie przechodzi się przez przeszklony korytarz i trzeba czekać, aż zostanie się poproszonym do następnego pomieszczenie - wchodzi się po 4 osoby. Tam następuje sprawdzenie dokumentów i standardowe pytanie o cel wizyty w USA. Trzeba dać potwierdzenie złożenia podania o wizę, paszport i DS 2019. Dostaje się także numerek i można przejść dalej. 
Teraz należy czekać do pierwszego okienka, nie trwa to długo. Tam oczywiście po raz kolejny pytanie o cel wizyty w USA, zdjęcie odcisków palców i wtedy dostałam od pani książeczkę z naszymi prawami w USA i zalecenie żeby się z nią zapoznać.


Teraz następuje najgorsze, czekanie na spotkanie z konsulem. Miałam numerek 63, a w momencie jak przyszłam był wywołany numer 20. Musiałam czekać około godzinę. W tym czasie przeczytałam powyższą książeczkę. Później podeszłą do mnie Agnieszka i trochę pogadałyśmy. Aż nastąpiło długo wyczekiwane spotkanie z konsulem. Myślałam, ze serce mi wyskoczy, serio. 
Konsul okazał się bardzo miły. Zapytał się gdzie będę mieszkać, ile dzieci będę miała pod opieką, czy kontaktuje się z rodziną, jakie mam doświadczenie w pracy z dziećmi, co planuje robić po powrocie, jaka byłaby moja wymarzona praca. I tyle :) Na szczęście nie prosił o żadne dodatkowe dokumenty. Na koniec powiedział że podanie jest zaakceptowane i wizy należy się spodziewać w przeciągu kilku dni. Byłam przeszczęśliwa. 

Poczekałam potem, aż Agnieszka będzie po i poszłyśmy na kawę, trochę pogadać o naszym wyjeździe. Mam nadzieje, że uda nam się spotkać już w USA.

Wybrałam, że odbiorę paszport osobiście z siedziby firmy kurierskiej i już w czwartek rano dostałam sms, że mogę się zgłosić po odbiór. I w taki oto sposób 2 dni po spotkaniu miałam już paszport z wizą w domu :)

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Trzymam kciuki za wasze spotkania wizowe. No i oczywiście za także za wszystkie te, które są teraz na etapie szukania rodzinki :)
Trzymajcie się

wtorek, 15 września 2015

Podsumowanie matchy

Znalazłam w końcu swój perfect match i popadłam w jakąś stagnację na blogu. Jakoś tak nie ma o czym pisać, albo nie ma czasu, albo się nie chce. Każdy powód jest dobry. Już jakiś czas chciałam zrobić takie podsumowanie, ale przy tym niestety trzeba się trochę namęczyć. No, ale cóż, dla Was to zrobię :)

Czas poszukiwania rodziny: 3 miesiące 28 dni
Ilość rodzin na profilu: 29
Średnio 1 rodzina co 4 dni
Wg Stanów:
New York: 11
Connecticut: 4
California: 3
Pennsylvania: 2
Virginia: 2
Massachusetts: 1
Ohio: 1
Maryland: 1
Washington: 1
Texas: 1
New Jersey:1
Illinois: 1

Wg ilości dzieci:
1 dziecko - 2 rodziny
2 dzieci - 12 rodzin
3 dzieci - 13 rodzin
4 dzieci - 2 rodziny
Powiedzmy, że z tym masakry nie było :)

Jeśli chodzi o inne szczególne rodziny to trafiły się:
Żydowskie - 2
Muzułmańska - 1
Hinduska - 1
Samotny ojciec - 1
2 mamy - 1
Polska rodzina - 2
Rodzina Polsko -  Amerykańska - 2

Tak to mniej więcej wyglądało. Cieszę się, że mogę się już szykować do wyjazdu bo już miałam na prawdę dość tego szukania rodziny. A tym, którzy jeszcze szukają życzę cierpliwości i trzymam za Was kciuki :)

czwartek, 3 września 2015

Match 29 - Perfect Match :)

Przyszła pora na ten magiczny Perfect Match, chociaż czy jest perfect okaże się na miejscu.
Więc zaczynamy....


Lokalizacja: Virginia, 30 min do Washington DC
Dzieci: dziewczynka 5 lat, chłopiec 2 latka

Rodzina do tej pory nie miała au pair. Na razie dziećmi zajmowali się dziadkowie. Mama jest z pochodzenia Polką, ale do tej pory nie rozmawiałyśmy po polsku. No poza nazwami kilku polskich potraw :p Pracy jest dużo godzinowo, bo jest to całe 45 h, ale praca codziennie od poniedziałku do piątku od 8 do 17, wszystkie weekendy wolne. Dziewczynka zaczyna chodzić teraz do przedszkola 3 razy w tygodniu na 3 h, Chłopiec za to ma codziennie koło południa drzemkę, więc jakoś dam radę. Mówią także, że jeśli poznam jakieś au pair w okolicy która ma dzieci w podobnym wieku to możemy się umawiać na playdates. Także jeśli ktoś jest w okolicy odzywać się :) Udostępniają samochód, jedyne ograniczenia co do tego, żeby jeździć nim do Waszyngtonu ani w bardzo długie trasy np do NYC. Oczywiście będę musiała czasem zatankować, ale to zrozumiałe. Poza opieką nad dziećmi tak na prawdę nie trzeba nic więcej robić. Ani gotować, ani prać, ani sprzątać. No chyba, że dzieci nabałaganią w ciągu dnia. 
Rodzice wydają się bardzo sympatyczni i pomocni. Mam nadzieję, że przeżyjemy razem niesamowity rok :) Także 19 października wyjeżdżam zza ocean. Trzymajcie za mnie kciuki.
A ja oczywiście kibicuje wszystkim, którzy jeszcze szukają swoje PM. Uda Wam się :)

PS: Chcecie żebym napisała post dlaczego odrzuciłam poprzednią rodzinkę? Zastanawiam się czy jest sens. 

wtorek, 25 sierpnia 2015

Match 28

Tak na prawdę to miałam dwa matche z Cali. Jednak pierwsza rodzina tak szybko zeszła mi z profilu, że nawet nie widziałam ich aplikacji. A druga weszła zaraz po nich, dokładnie 2 h później. Dlatego też liczę tylko tę drugą.


Lokalizacja: 25 min do San Diego
Dzieci: dz 12, dz 9, ch 7
Zwierzęta: pies

Rodzina miała już 2 au pairki, jedna była z nimi 6 miesięcy, druga 1,5 roku. Piszą nawet w aplikacji dlaczego skończyli wcześniej współprace z pierwszą. Tata jest holendrem. Praca przede wszystkim od poniedziałku do piątku, czasem kilka godzin w sobotę. Jak napisali tygodniowo wychodzi pomiędzy 32 a 41 h. Ze zdjęć i listu wydają się w porządku. Udostępniają samochód.
Rozmawiałam z nimi dzisiaj rano. Pokazali się wszyscy oprócz "środkowej" dziewczynki bo już spała. Wydawali się fajni, w ogóle fajnie, że pokazały się i dzieci i HM i HD. Powiem Wam, że nie na wszystkich rozmowach tak było. Zazwyczaj była tylko HM. Mieliśmy w ogóle jakiegoś pecha bo coś skype przerywał. Chciałabym jeszcze z nimi porozmawiać, ale zobaczymy czy będą chcieli dalej rozmawiać.
Jak czytałam ich aplikacje to przeraziła mnie najbardziej jedna rzecz, a mianowicie to, że ich obecna au pair wyjeżdża 4 września. W tym momencie wyjazd stał się taki realny, że trzeba by wszystko szybko organizować, bo pewnie będą chcieli mieć kogoś jak najszybciej.
Wypełniając aplikację tyle wcześniej myśli się, że wszystko się uda załatwić na spokojnie, a jednak nie koniecznie tak musi być.
No dobra, ale nie wybiegajmy za bardzo w przyszłość, bo może całkowicie odrzuca moją kandydaturę,albo później coś bardzo mi się w nich nie spodoba. Głębokie wdechy i na spokojnie czekamy.
Chociaż powiem Wam, że jakoś nie mam dobrych przeczuć, no ale zobaczymy. Dobra, znowu za dużo myślę. Czekamy...

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Secret Match? Match 27

Dobra, znowu długo nie pisałam i było to spowodowane dwoma sprawami. Po pierwsze moim wyjazdem, nie było mnie w domu od środy do niedzieli. Internet miałam tylko w telefonie a jak wiadomo ciężko się z niego pisze posty.

Drugim powodem był ten "secret match". O co chodzi? Już tłumaczę. W poniedziałek rano zrzuciłam z profilu ostatnią rodzinkę. Potem normalnie byłam w wyszukiwarce na stronie CC. Ale wchodzę tam popołudniu i mnie nie ma. Zastanawiam się o co chodzi, wchodzę na mój profil a tam pusto. Pomyślałam no dobra poczekam do jutra i jak nic się nie zmieni to napiszę do biura. Ale oczywiście się okazało, że we wtorek było zamknięte, no ale napisałam, żeby już było z głowy i czekałam do środy. W środę rano, chyba koło 9, dostałam maila, z odpowiedziom. Że nie ma mnie w wyszukiwarce bo od poniedziałku mam match. A ja no ok, ale ja niczego nie widzę. Dostałam potem kolejnego maila, że w takim razie pani to sprawdzi. A w czwartek dostałam maila, że mam nową rodzinkę. Nie wiem czy to była ta sama, którą niby miałam czy inna.
Powiem Wam, że na serio się przestraszyłam. Już myślałam, że może mi profil zablokowali czy coś. Ale jak coś takiego się robią to chyba powinni jakoś poinformować. Czułam się z tym naprawdę źle i aż głupio było mi pisać. A jeśli to moja wina, za dużo rodzin odrzuciłam, albo zbyt szorstko to robiłam. Już sama nie wiedziałam o co chodzi. Na szczęście już wszystko wróciło do normy.

Match 27



Lokalizacja: stan NY, 1h do NYC
Dzieci: dziewczynki: 15, 8, 8.

Generalnie rodzina wydawała się w porządku, mój wiek dzieci, w miarę blisko do większego miasta. Mieli całą aplikację wypełnioną, z tego co pamiętam to głównie praca od poniedziałku do piątku i chyba 2 soboty w miesiącu w wieczorem. Samochód do dyspozycji, ale były wypisane miejscowości do których można jeździć. I ogólnie wypisane było dużo zasad. Może nie były one jakieś bardzo rygorystyczne, ale wydaje mi się, że chyba lepiej niektóre rzeczy zostawić na rozmowę, bo po prostu odstraszają. Przedłużyli match, dlatego stwierdziłam, że nie będę do nich pisać, zrobię to jak wrócę do domu. No i wróciłam do domu, a ich już nie było. Pewnie to dobrze :) Przynajmniej teraz nie musiałam ja z nich rezygnować.


Na koniec chciałam powiedzieć coś od siebie. Od jakiegoś czasu na forum dziewczyny się zastanawiają czy są jeszcze rodziny, które szukają na wrzesień czy październik. Gwarantuję Wam, że są. Teraz mam rodzinę, z którą będę rozmawiać jutro, której obecna au pair wyjeżdża 4 września, a oni jeszcze nie mają znalezionej nowej. Nie wiem czy wszyscy wiedzą jak wygląda profil w CC, ale tam przy dzieciach jest podana ich data urodzenia i w nawiasie wiek w jakim będą w dniu przyjazdu np 8 lat i 1 miesiąc, i powiem Wam, że w większości rodzin które ostatnio miałam w wyliczeń wychodził mi sierpień, więc pewnie chcieli kogoś na teraz, może początek września. Także, nie załamujcie się.
O nowym matchu postaram się napisać jutro i trzymajcie za mnie kciuki bo match jest z CA :)

niedziela, 16 sierpnia 2015

Match 26

Poprzednia rodzina zniknęła bez słowa, a zaraz po niej pojawiła się kolejna.




Lokalizacja: stan NY, 1 h do NYC
Rodzice: Polacy
Dzieci: dziewczynki 5 i 2 latka

Kolejna rodzina o której nie mogę za dużo powiedzieć, ponieważ prawie nic nie mają w aplikacji. Ale mają 2 podstawowe dla mnie minusy - po pierwsze wiek dzieci, po drugie wolałabym jednak nie jechać do polskiej rodziny. Co ciekawe mają wpisane, że preferują kandydatki, które mówią native german, ale są z pochodzenia polkami. Do tego pierwsze mi daleko, wręcz ja w ogóle nie umiem niemieckiego, nigdy się go nie uczyłam.

A wy chciałybyście pojechać do polskiej rodziny?

czwartek, 13 sierpnia 2015

Podsumowanie Matchu 24 i Match 25

Długo nie pisałam, bo przez ten cały czas siedziała mi na profilu ta sama rodzina.
Rodzina z matchu 24 weszła mi na profil 3 sierpnia, czyli w poniedziałek tydzień temu. Wiek dzieci mi pasował, więc czekałam aż się odezwą. Nie zrobili tego więc pierwsza do nich napisałam i nadal nie odpisywali. W środę natomiast przedłużyli match. W czwartek dostałam maila od HM o godzinie 17.40 bez treści, ale z tytułem: Hi I will skype you at noon today! Does that work? Thanks.
No spoko, szkoda tylko, że południe jest za 20 minut. Odpisałam szybko, ze nie mogę bo jestem w pracy. To oczywiście zapytała kiedy mogę, podałam jej godziny w których mogłabym rozmawiać następnego dnia. Potwierdziła ale nie podała godziny. Na drugi dzień musiałam do niej pisać żeby do mnie zadzwoniła. W końcu się udało, rozmawiałyśmy 20 minut i na koniec powiedziała, że do mnie napisze. Generalnie wydawało się, że warunki są w porządku, ale nie poczułam jakieś więzi? Nie wiem jak to powiedzieć. Niby w porządku ale nie czułam parcia, że chce do nich jechać.
Czekałam na maila i czekałam i się nie doczekałam. Napisała za to do mnie Placement Manager, z pytaniem jak nam idzie. Odpisałam jej na drugi dzień, że kiepsko, nie piszą nic itd. Myślałam, że rodzina zniknie mi w środę z profilu, ale tak się nie stało. Nie napisałam do mnie ani rodzina ani pani z biura (żeby nie było dałam jej na to 24 h) i stwierdziłam, że dłużej czekać nie będę i ich zrzuciłam z profilu.
Może źle zrobiłam, może trzeba było do nich pisać i się starać. Ale ja uważam, że jak nie poczułam od razu, że chce do nich jechać, to nie będę się starać. Jeżeli bardzo by chcieli żebym to ja do nich przyjechała to oni powinni się starać mnie do tego przekonać. A jeżeli im wszystko jedno to znajdą kogoś innego.

Dobra, a jeśli chodzi o Match 25 to:

Lokalizacja CT
Dzieci: chłopcy: 9 i 6 lat
Rodzice: Samotny ojciec, rozwiedziony.

I tak na prawdę nic więcej nie mogę o nich napisać bo niewiele więcej jest w aplikacji. Jest praktycznie pusta, nie ma nawet wypisanych obowiązków ani godzin pracy. Trudno poczekam czy coś napiszą.

Teoretycznie miałam jeszcze jeden match, ale stwierdziłam, że nie będę go liczyć. Weszłam na room 10 min po tym jak dostałam maila o matchu, a rodziny tam nie było. Wiem tylko, że byli ze Stamford CT.

środa, 5 sierpnia 2015

Match 24



Lokalizacja jak wspominałam wcześniej taka sama jak w poprzednim matchu.
Dzieci: chłopiec 13, dziewczynki, bliźniaczki 9 lat

Praca standardowa z dziećmi w tym wieku, czyli pomoc w przygotowaniu do szkoły, zawożenie na zajęcia dodatkowe, pomoc w pracy domowej itd. Czasami praca w soboty. Ogólnie jak zobaczyłam wiek dzieci to się ucieszyłam. Właśnie takimi chciałabym się zajmować. Mają pięknie wypełnioną aplikacje, można się z niej wszystkiego dowiedzieć. Mają też fajne zdjęcia dodane. Chciałabym z nimi porozmawiać, napisałam nawet do nich pierwsza maila, ale na razie brak odzewu. Dzisiaj minie 48 h, więc prawdopodobnie znikną mi z profilu. Może nie jest to rodzina do której pojechałabym po samym przeczytaniu aplikacji, ale myślę, że warta rozważenia. Dlatego trochę szkoda, że nie piszą, miałabym do nich kilka pytań.
Może tracę już po woli zapał, ekscytację, a może po prostu nie trafiłam na rodzinkę odpowiednią dla mnie. Albo jestem nad wyraz ostrożna :p Już sama nie wiem. Dzisiaj mijają dokładnie 3 miesiące od otwarcia roomu. Może niektórym wyda się to dużo ale na początku w ogóle nie było rodzin, które szukały au pair na wrzesień, nie mówiąc o październiku. A ja najwcześniej mogę wyjechać w połowie września.
Trzeba się dalej uzbroić w cierpliwość.

wtorek, 4 sierpnia 2015

Match 23

Lokalizacja: CT, ok 60 min od NYC
Dzieci: chłopcy 8 i 6 lat, dziewczynka 3
Zwierzęta: 2 koty i pies

Czekałam i czekałam, aż poprzednia rodzina się odezwie, ale do tego nie doszło. Jak zeszli mi z profilu to od razu w nocy miałam następny match. Ich aplikacja też była pusta, ale host mom napisała do mnie od razu maila, że dopiero zaczynają szukać i nie zdążyli jej jeszcze wypełnić. Dzisiaj z nią rozmawiała. Okazuje się, że ona pracuje w domu, czasami musi jechać do NYC. Opieka przede wszystkim nad najmłodszą bo chodzi do przedszkola tylko do 12. Generalnie bardzo miła kobietka. Byłam pierwsza au pair z którą rozmawiali. Do tej pory mieli tylko nianie. Mam jej jutro napisać czy jestem nadal zainteresowana. Na razie zeszli mi z profilu, żeby nie blokować roomu.

Sama nie wiem co zrobić. Chyba z  nich zrezygnuję, bo jednak lepiej się czuję ze starszymi dziećmi.
Ale muszę się jeszcze z tym przespać :p

A po tym jak zeszli mi z profilu mam kolejny match i to z tego samego miasteczka :p Nie zdąrzyłam jeszcze przeczytać ich całej aplikacji.

Dobranoc :)

piątek, 31 lipca 2015

Match 22



Lokalizacja: stan NY, 1h od NYC, 15 min od White Plains
Dzieci: chłopcy 12 i 8 lat, dziewczynka 10 lat

Jak spojrzałam na wiek dzieci to się ucieszyłam. Może to niektórych zdziwi, ale jednak najwięcej doświadczenia mam z dziećmi w tym wieku, i nimi najchętniej bym się zajmowała. Niestety rodzina ma praktycznie pustą aplikację. Nie ma podanego tam nawet planu dnia, ile godzin bym pracowała, zasad w domu itd. Jest za to podane, że mają w domu 5 psów i są żydami, ale nie mają żadnej specjalnej diety. przynajmniej tak piszą.
Informacje o matchu dostałam 28.07, następnego dnia napisałam im maila, że jesli sa zainteresowani to żeby do mnie napisali coś więcej o ich rodzinie. Jak na razie nie odpisali ale przedłużyli match.
Dlatego nie wiem co mam teraz robić. Teoretycznie mogę ich zrzucić, ale tylko z takiego powodu, że mają pustą aplikacje? Zostaje mi chyba tylko czekanie, aż w końcu do mnie napiszą.

Pisałam Wam wcześniej, że miałam wczoraj rozmawiać na skype z HM z matchu 20. Umówiliśmy się na godzinę 6 am ich czasu, w sumie to sama wybrała taką godzinę. Ja jej po prostu podałam kiedy mogę. U nas była 12.00, czekałam na nią na skype 15 min, dzwoniłam 2 razy i nic. Stwierdziłam, że dłużej nie będę czekać, tym bardziej, że o 13 miałam autobus do pracy. o 12.45 przyszłam wyłączyć komputer a ona mi piszę czy mam teraz kilka minut na rozmowę. Nic jej nie odpisałam bo już byłam na prawdę zła. Zero poszanowania cudzego czasu. Ja rozumiem spóźnienie 15 minut ale nie 45. Tym bardziej, że to było 2 raz.
Ja wiem, że rodziny amerykańskie chcą żebyśmy były elastyczne, ale będąc w kraju też mamy własne życie, nie siedzimy całymi dniami w domu czekając aż zadzwonią. No, trochę się wygadałam.
Jakie jest wasze zdanie na ten temat?

wtorek, 28 lipca 2015

Match 21


Lokalizacja: 30 min do Chicago
Dzieci: 3 chłopców: 12, 10, 9 i dziewczynka 6 lat

Rodzina hinduska. Nie jedzą wieprzowiny i wołowiny. Godziny pracy to rano 6.30 - 8.00 i popołudniu 3 - 8.30. Curfew: jeżeli następnego dnia się pracuje należy być w domu o 10.30, jeżeli nie to o 11. No świetnie co ja sobie zrobię przez te 2h?  W domu nie wolno pić alkoholu. Goście mogą przychodzić tylko wtedy gdy rodzice są w domu. Jeśli au pair dostanie zgodę na jazdę samochodem po pracy to nie może zabierać pasażerów. Napisałam im maila, że dla mnie jest za dużo różnic kulturowych i od razu po przeczytaniu zeszli z profilu.

Niedługo później miałam kolejny match, ale jak się okazało była to rodzina z matchu 19. Dzisiaj rano już ich nie było. Także nie wiem czy to była pomyłka z ich strony, czy chciwli się upewnić, że na pewno do nich nie pasuję. NIe wiem.

Z kolejnych newsów odezwała się wczoraj popołudniu mama z matcha 20. Przepraszała, że się nie odzywała, ale mieli dużo niespodziewanych wydarzeń w niedziele. Kurcze to nie można naskrobać maila, że jednak nie da rady? Teraz można je wysyłać nawet z telefonu i potrzeba na to 1 lub 2 minuty. W końcu umówiliśmy się na czwartek. Zobaczę jak to się rozwinie.

I czekam na kolejny match. Może w końcu ten perfect? A Wam jak idzie szukanie host family?

poniedziałek, 27 lipca 2015

Match 20


Lokalizacja: Virginia, 45 - 60 min od DC
Dzieci: chłopiec 2, dziewczynka 4

Rodzina muzułmańska. Z tego co napisali godziny pracy od poniedziałku do piątku 8.30-17, w sobotę wieczorem jakieś 3 h. Samochód, mogą czasem pożyczyć, ale nie mają osobnego dla au pair. Weszli mi na profil w piątek wieczorem. Od razu dostałam maila na kiedy możemy się umówić na skype. Umówiłam się z nimi na sobotę, ale 3 h przed dostałam maila, że jednak dzisiaj nie mogą ale jutro mają cały poranek wolny. Więc odpisałam im o której ja bym wtedy mogła, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi. Czekałam więc wtedy na nich na skype, ale nie zadzwonili. Niestety nic nie mogłam zrobić bo nie podali mi swojego nicku. W sumie może to i dobrze?

Mam już kolejny match, ale o tym napiszę w następnym poście.

sobota, 25 lipca 2015

Match 19




Lokalizacja: stan NY 35 min pociągiem od NYC
Dzieci: dziewczynki 2 i 4 lata


Rodzina żydowska. Jedno dziecko chodzi do przedszkola cały tydzień, drugie 3 dni w tygodniu do 12. Opieka nad dziećmi do godziny 19 codziennie. Dodatkowe babysitingi w sobotę jakieś 3 - 4 godziny. Według grafiku wychodziło im nawet mniej niż 45 h, coś koło 42,5 h. Jednak nie wyglądało to aż tak kolorowo, ponieważ do grafiku nie był doliczony czas drzemki najmłodszego dziecka 1,5 h dziennie. Nie wiem co sobie myśła ta matka, że au pairka nie zauważy, że tak na prawdę 2 dni w tygodniu będzie musiała pracować po 11 h? No ok, dziecko śpi, ale nie wyjdzie sobie wtedy z domu na kawę, nie sprosi koleżanek na pogaduszki, bo albo obudzą dziecko, albo samo się obudzi wcześniej lub nie będzie chciało iść spać i po spotkaniu. Co wy o tym sądzicie? Poza tym nie dawali w ogóle samochodu w czasie wolnym. Na szczęście po jednym dniu zeszli mi z profilu.

wtorek, 21 lipca 2015

Match 18

Powtórka z rozrywki. Po raz szósty rodzina jest z .... stanu Nowy Jork.


Lokalizacja: stan NY, 40 min od NYC
Dzieci: dz 8, ch 6, dz 2

Mają bardzo dobre połączenie z NYC, 10 min pieszo na stację pociągu. Według tego co jest w aplikacji wszystkie dzieci chodzą codziennie do szkoły/przedszkola. Praca polega na porannym przygotowaniu dzieci do szkoły (7-8.30). Koło 11.30 odebrać najmłodszą i się nią zająć. Koło 15.30 wracają ze szkoły starsze dzieci. Praca kończy się o 19. Wszystkie weekendy wolne, nie ma też wpisanych dodatkowych zajęć typu pranie itd, więc ciekawa jestem czy tego też wymagają. Samochód jest do korzystania także w czasie wolnym, na razie nic nie wiem o ewentualnych zasadach. Rodzina jest żydowska, praktykująca. Mają wpisane, że nie mają żadnej specjalnej diety.
Niestety nie mają żadnych zdjęć, i wielu innych rzeczy wpisanych. Poczekam, zobaczę czy napiszą. Na razie nie będę się wychylać :p. Wtedy ewentualnie z nimi pogadam i się wszystkiego dowiem.

A na razie trzymajcie się ciepło. Nie załamujcie szukaniem rodziny. Każdy w końcu jakąś znajdzie. Trzymam za Was wszystkie kciuki :)