czwartek, 11 lutego 2016

Przyjazd

Dobra od mojego przyjazdu minęło już trochę czasu, ale myślę, że jest to temat interesujący dla przyszłych au pair. Dlatego zamieszczę go teraz, w końcu stwierdziłam, że najwyższy czas. A na prawdę nie wiem ile czasu czekał w roboczych :)


W piątek nastał wreszcie czas na spotkanie się z host family. Część au pair leciała samolotem, część busem, a po część po prostu przyjeżdżała rodzinka do szkoły. Ja znalazłam się w grupie osób jadących busem. Niektórym może się to wydawać katorgą, w końcu wyjechaliśmy o 9.00 a do Virginii dotarła na 15.15, a planowo mieliśmy być 15.45. Racja, trochę to zajęło, ale nie musiałam się martwić wagą mojego bagażu, który na pewno przekroczyłby 23 kg, i opłatą za niego, bo na większości lotów międzystanowych trzeba wykupić dużą walizkę.

Listy, kto o której i którym autobusem jedzie były wywieszone już w środę. Do godziny 8.45 musieliśmy oddać kluczę do swoich pokoi i wynieść wszystkie rzeczy. Przed 9 została jeszcze sprawdzona lista i wyruszyliśmy w drogę. Po drodze mieliśmy jeden przystanek na skorzystanie z łazienki i ewentualne jedzenie. Oczywiście na drogę też dostaliśmy jakieś przekąski, więc nie macie się o co martwić, nie zostaniecie wysłane w drogę z pustymi rękami.

Później były kolejne 2 przystanki, gdzie wysiadały kolejne au pair. Ja wysiadałam na końcowym przystanku. Dojechaliśmy pół godziny przed czasem i musieliśmy trochę poczekać na rodzinki i LCC, która czeka aż wszystkie au pair zostaną odebrane. Po mnie przyjechała cała rodzina w komplecie, razem z czekoladkami do których były przywiązane balony <3 Dzieci troszkę się wstydziły i nie chciały się przywitać. Zabraliśmy wszystkie moje rzeczy i pojechaliśmy do domu.

Pomogli mi wnieść walizkę do pokoju i mogłam się zacząć rozpakowywać. Ale wcześniej znalazłam w pokoju jeszcze inne prezenty dla mnie.







Jak skończyłam się urządzać i przygotowałam prezenty dla rodzinki, zeszłam na dół na obiad i wręczyłam im prezenty. Oczywiście były pierwsze wspólne zdjęcia itd.
W sobotę pojechaliśmy z hostką zobaczyć gdzie jest szkoła, później pokazała mi gdzie jest mall i sobie trochę tam pochodziłam.
W niedziele pojechaliśmy na Halloweenowe zbieranie cukierków w centrum handlowym, więc było zabawnie.
A jak wyszły pierwsze dni "pracujące"? Przez 2 dni była ze mną hostka w domu i wszystko pokazywała, kolejne 2 dni host pracował z domu, więc tak na prawdę sama zostałam z dziećmi dopiero w piątek, tydzień po moim przyjeździe.

Tak to wyglądało u mnie, ale wiadomo każda rodzina jest inna i może rzucić au pair na głęboką wodę i zacznie od razu od poniedziałku. Tak samo jest z prezentami. Niektóre dają dużo, inne tylko coś symbolicznie. Ja na szczęście dostałam też bardzo dużo kosmetyków na początek więc nie musiałam się o to martwić. Ale niestety nie wszystkie rodziny o tym pomyślą.
Wszystkim którzy są dopiero przed takim doświadczeniem życzę powodzenia. I nie stresujcie się za bardzo :)

1 komentarz:

Agata B pisze...

Moje pierwsze dni u rodziny byly ciezkie...jestem u nich co prawda dopiero tydzien, troche lepiej sie zaczynam czuc, ale jeszcze potrzeba czasu :) Pozdrawiam